🔴 FlejowatyAdamPiekary
🟠 fredkaa11
🟡 BursztynOceanu
🟢 StasiuSztywnyMnich
🔵 BrwiPasterza
🟣 DrItakCieZgarne
🟤 StanleyPiekary
⚫ TeoS
🔴 Trisetum
🟠 Qmka83
🟡 Majpan
🟢 Lokalny_IryD2020
🔵 Lokalny_IryD2030
🟣 Trener osobisty
🟤 Trener personalny
⚪ Jutro
Z perspektywy czasu coraz wyraźniej widać, że część konfliktów w społecznościach takich jak Multipasko nie była efektem nagłego wybuchu emocji użytkowników, lecz działaniem konsekwentnie prowadzonym przez tę samą osobę, funkcjonującą pod zmiennymi nickami: K30, K300, K333, GTV, a na samym Multipasko również jako „Wladimiputinovic”. Wraz z nim działał także Trisetum o 2000 nikach.
To właśnie pod tym nickiem doszło do serii znieważających, prowokacyjnych i eskalujących wpisów, które — zamiast zakończyć się szybką i jednoznaczną reakcją wobec autora — stały się pretekstem do wprowadzenia ograniczeń dotykających wszystkich użytkowników serwisu. Trudno nie zauważyć pewnego paradoksu: sprawca pozostał w zasadzie bezkarny, a odpowiedzialność zbiorowa spadła na całą społeczność.
Zamiast klasycznego mechanizmu: naruszenie → sankcja wobec autora, zastosowano rozwiązanie bardziej… eksperymentalne: naruszenie → ograniczenie dla wszystkich. W efekcie osoby, które nie brały udziału w eskalacji, poniosły konsekwencje cudzych działań, co trudno uznać za przejaw roztropnej moderacji.
Podobny schemat był już wcześniej widoczny na GoldenLotto, gdzie ta sama osoba — przy nadzwyczajnej tolerancji administracyjnej — publikowała długie serie agresywnych wpisów, często personalnych, często pod kolejnymi tożsamościami. Zamiast natychmiastowej reakcji porządkowej obserwowano tam raczej publiczne rozmowy o charakterze niemal terapeutycznym, prowadzone ku zdziwieniu użytkowników.
Dodatkowego smaku ironii dodaje fakt, że ów „sympatyzujący” użytkownik, utrzymujący prywatne kontakty mailowe z wybranymi osobami i przesyłający pozdrowienia w imieniu rzekomej wspólnoty, równolegle tworzył fałszywe profile na innych serwisach, podszywając się pod użytkowników Multipasko i prowadząc tam kampanie oszczerstw — również wobec osób publicznych. Skutki tych działań okazały się długofalowe i odczuwalne nie tylko indywidualnie, ale systemowo.
Ślady tej aktywności nie zniknęły wraz z usunięciem kolejnych kont. Pozostały w archiwach, dokumentacji oraz pamięci znieważonych osób. Dlatego dziś, gdy społeczność z pewnym dystansem — i nie bez ironii — oczekuje pojawienia się kolejnego „nowego” nicka o dobrze rozpoznawalnym stylu, trudno mówić o zaskoczeniu. Być może największym paradoksem tej historii jest to, że osoba deklarująca chęć „zniszczenia” danej społeczności, w praktyce przyczyniła się głównie do obnażenia słabości mechanizmów moderacji. A jeszcze większym — że odpowiedzią na to było ukaranie wszystkich, zamiast jednego, dobrze znanego sprawcy.
Czasem bowiem najgłośniejszy „sympatyk” okazuje się jedynie podstawionym destabilizatorem, korzystającym z nadzwyczajnej wyrozumiałości administracyjnej. A ta, jak widać, potrafi być szkodliwa szeroko — zwłaszcza tam, gdzie kończy się odpowiedzialność indywidualna, a zaczyna zbiorowa. |