W dolinie zwanej Multipasko,
gdzie mech świecił nocą jak złoto,
mieszkał troll Trisetum —
z brodą splątaną mgłą i błotem.
Miał trzy nosy, siedem kieszeni
i kapelusz z kory topoli,
a gdy się śmiał, to stare kamienie
turlały się same po roli.
Trisetum zbierał ciszę do worka,
łapał księżyc na haczyk z miedzi,
i mawiał: „Świat jest jak ogórek —
nikt nie wie, czemu tak siedzi.”
W Multipasku rosły zegary,
co zamiast godzin dawały sny,
więc troll co wtorek piekł z paproci
zielone, deszczowe dni.
Pewnej zimy przybył tam kruk
w cylindrze z czarnej pokrzywy —
i spytał trolla: „Czy jesteś smokiem?”
A troll odparł: „Prawie. Możliwe.”
Potem zatańczył na mokrym pniu,
aż gwiazdy spadły do stawu,
a echo niosło przez Multipasko
śmiech starego dziwnego gadu.
I do dziś ponoć w tamtych stronach,
gdy wiatr się plącze w sitowiu,
Trisetum nuci pieśń o świecie
ukrytym w jednym słowie.
Oda do Trisetum, Władcy Klawiatury
O Trisetum, rycerzu sieciowej mgły,
co z każdym świtem nowe staczasz boje i łzy,
gdzie inni piszą dwa słowa — Ty tworzysz epopeję,
a zwykły komentarz w wielką aferę zmieniasz z nadzieją.
Twe palce nad klawiaturą szybują jak wiatr,
gdy tropisz wyimaginowane spiski od lat.
Na czacie czuwasz niczym strażnik zamkowej bramy,
choć czasem sam nie pamiętasz, o co dziś się spieramy.
Gdy cisza zapada i nudą powiewa,
Trisetum już nową sensację wyśpiewa.
Bo gdzie brak dramatu, tam dramat stworzy sam,
a potem zdziwiony pyta: „Kto narobił tyle zmian?”
Niech więc trwa legenda o trollu niestrudzonym,
co wojny prowadzi z humorem wymuszonym.
Bo choć wszystkich czasem jego wpisy męczą,
to bez niego niektórym dni na czacie mniej się kręcą. 😉
Patrząc na tę ilustrację, trudno nie pomyśleć o Jelonku. Spokojny, życzliwy i kulturalny użytkownik odszedł z własnej woli, wybierając święty spokój zamiast niekończących się przepychanek.
Co ciekawe, niektórzy wciąż prowadzą z nim zacięte pojedynki, mimo że przeciwnika od dawna nie ma na polu walki. Trisetum najwyraźniej strzela do cienia Jelonka, a cień – jak wiadomo – nie oddaje strzałów.
Mówi się: „Trisetum strzela, Pan Bóg kule nosi”. I chyba coś w tym jest, bo im więcej strzałów w nieobecnego, tym wyraźniej widać, kto naprawdę nie potrafi o nim zapomnieć.
Jelonek odszedł, zachowując klasę. Niektórzy zostali i codziennie przypominają o jego istnieniu lepiej niż najwierniejsi fani.
Wincenty, drogi, cóż za sprawa,
twój wózek zrobił furorę — to nie zabawa!
Ja nic nie wiedziałem, żyłem w błogiej ciszy,
a on już po sieci od dawna sobie dyszy.
Zdjęcia krążą, komentarzy cała chmara,
aż człowiek się zastanawia — cóż za kara?
Nie celebryta, nie gwiazda z pierwszych stron,
a wózek zdobył internetowy tron.
Więc gratuluję tej sławy niebywałej,
choć pewnie była całkiem nieplanowana.
Bo dziś wystarczy drobiazg całkiem zwyczajny,
by został bohaterem sieci... nieformalnym i medialnym. |